50 najlepszych kaset

które wyrzuciłem podczas przeprowadzki

Queen – Bohemian Rhapsody (oraz urok starych taśm video)

lipiec1

Do kosza leci kaseta: Queen „A Night At The Opera”

Nie było prosto wydać tę piosenkę na singlu - wytwórnia płytowa uważała, że utwór trwający 6 minut jest zbyt długi, by móc zostać hitem. Pete Brown, menedżer Queen, powiedział, że starał się uświadomić Mercury’emu, iż firma EMI nie była zadowolona z wyboru utworu na singel. Brown uważał, że może on okazać się porażką. Jakie radio zagra tak długi utwór?
Co było później – doskonale wiadomo: 9 tygodni na szczycie brytyjskiej listy przebojów. Do dziś „Bohemian Rhapsody” króluje lub jest w ścisłej czołówce w rozmaitych zestawieniach (w rozmaitych krajach) – a to na najlepszy singiel, najlepszą piosenkę nadawaną w radio, najlepszy utwór, ulubiony utwór, itd.

***
Nie było łatwo nagrać tę piosenkę – w czasach przedkomputerowych. Nagrano blisko 200 ścieżek dźwiękowych – na magnetofon 24-śladowy, co oznaczało nagrywanie-miksowanie-dogrywanie-miksowanie i tak w koło Macieju. Ponoć taśmy pod koniec nagrań były już niemal przezroczyste.

***
Do „Bohemian Rhapsody” nakręcono pierwszy w historii teledysk. Cytuję to zdanie, chociaż nie do końca rozumiem. Przecież filmy promocyjne do piosenek kręcono już wcześniej. Może pierwszeństwo „Bohemian Rhapsody” należy rozumieć tak – pierwszy promocyjny film do piosenki nakręcony i zmontowany na taśmie wideo przez znany zespół.
MTV miała dopiero ruszyć kilka lat później (w 1981), ale kręcenie teledysków spodobało się i zespołom, i widzom. Symbolem zmian stała się piosenka zespołu The Buggles - “Video Killed The Radio Star”.

***
Czy warto wspominać kasety wideo? O, na pewno! Na przełomie lat 80 i 90 wideo w Polsce dokonało prawdziwej rewolucji kulturalnej. Jeszcze w latach 80. magnetowid był dobrem rzadkim i bardzo drogim. Kasety z filmami też były trudno dostępne. Jednak pod koniec dekady wszystko się zmieniło. Magnetowid trafił pod strzechy, a o zaopatrzenie w filmy zadbały pojawiające się jak grzyby po deszczu wypożyczalnie kaset. Oczywiście wszystkie te kasety były kopiowane (czyli pirackie); nie wiem zresztą czy pod koniec lat 80. była w ogóle możliwość kupna legalnej kasety z licencją do wypożyczania.
Korzystałem wówczas z wypożyczalni prowadzonej przez emerytowanego aktora, który do mieszkania wstawił kilka regałów z filmami. Na kasecie nagrane były dwa filmy, zwykle rożne w stylu – komedia z kryminałem, wojenny z romansem, etc.

***
Dziś, żeby wypożyczyć film, nie trzeba wstawać sprzed telewizora – wystarczy machnąć pilotem (i portfelem). Kiedyś trzeba było spotkać się z żywym człowiekiem, co miało ten urok, że łączyło się z rozmową o filmach.

***
Pewnego dnia usłyszałem przez domofon, że wypożyczalnia już nie działa. Okazało się, iż ktoś nasłał kontrolę (może zadziałał nowopowstały wówczas ZPAV?) i właściciel, nie mając możliwości finansowych by przestawić się na legalne tory, zmuszony został z dnia na dzień zamknąć działalność.

Był to czas, gdy jedna za drugą wybuchały w Polsce wielkie afery: Art-B, FOZZ, alkoholowa. Wymiar sprawiedliwości dziwnie nierychliwie zabierał się do ścigania winnych.
Dużo łatwiej bowiem postraszyć emeryta niż polityka. (Co piszę w czasie, gdy głośno zrobił się o sprawie, w której urząd skarbowy zrobił prowokację, dzięki której wykrył, że pewna emerytka prowadząca kiosk oszukała skarb państwa na 3 grosze; gratulacje!)

***
Worki z kasetami wideo wyrzuciłem wcześniej niż kasety audio.

PS. Dzisiejszy odcinek jest 49. częścią cyklu „50 kaset…”. W najbliższą niedzielę – część ostatnia. Przypominam o KONKURSIE – głosować można do soboty do 23:59.

opublikowany w dziale: Rockowe chóry | 3 komentarzy »
« Older EntriesNewer Entries »