<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	>

<channel>
	<title>50 najlepszych kaset</title>
	<atom:link href="http://don.camillo.pl/index.php/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://don.camillo.pl</link>
	<description>które wyrzuciłem podczas przeprowadzki</description>
	<pubDate>Sun, 12 Jul 2009 07:57:49 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.7</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Korespondencja</title>
		<link>http://don.camillo.pl/index.php/archives/182</link>
		<comments>http://don.camillo.pl/index.php/archives/182#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Jul 2009 07:16:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>don Camillo</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[bez przydziału]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://don.camillo.pl/?p=182</guid>
		<description><![CDATA[Dziś „50 kaset…” życie po życiu. Nowych odcinków – jak już zapowiadałem – nie będzie. Ale dzisiaj – odcinek, poświęcony zaległej korespondencji. Nie zawsze odpowiadałem na bieżąco . A zatem – teraz hurtem otwieramy skrzynkę i wysypują się listy.
@Kozia (w sprawie Eleni)
Dziękuję za pierwszy wpis! (z 4 stycznia) Jak widać z perspektywy czasu, Eleni nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dziś „50 kaset…” życie po życiu. Nowych odcinków – jak już zapowiadałem – nie będzie. Ale dzisiaj – odcinek, poświęcony zaległej korespondencji. Nie zawsze odpowiadałem na bieżąco . A zatem – teraz hurtem otwieramy skrzynkę i wysypują się listy.</p>
<p><strong>@Kozia (w sprawie Eleni)</strong><br />
Dziękuję za pierwszy wpis! (z 4 stycznia) Jak widać z perspektywy czasu, Eleni nie było. Ani Maryli Rodowicz. Ani Elvisa Krawczyka, Anny Jantar czy Dzidki Sośnickiej. To nie moje czasy! Moje czasy to [„wtedy, gdy po ziemi chodziły dinozaury” – uważa moja córka]: rock lat 70 i 80; zespoły z drugiej połowy lat 80. i z lat 90. są już dla mnie „młode”. </p>
<p><strong>@Roman (w sprawie kasety Tadka Niejadka z odklejającą się nalepką) </strong><br />
Pamiętam! Nie tę kasetę rzecz jasna (w ogóle, jakoś Ted Nugent mi umknął), ale problem. Czasem było odwrotnie – kasety nie miały nalepek; wtedy robiłem je sam. Najlepszą częścią było – po przyklejeniu literek z letrasetu – lakierowanie całości, żeby wyglądało całkiem profesjonalnie. Zabrałem mojej mamie lakier do włosów, opsikałem całą kasetę i… jak można się domyślać, lepiła się potem przez kilka dni.</p>
<p><strong>@Gregorio (w sprawie magnetofonu)</strong><br />
Zawsze marzyłem o szpulowcu. Wiewióra miał Damę Pik, bajeczny magnetofon. Kiedy ruszały duże szpule… bajka! Gorzej może z wygodą, dlatego też szpulowce zniknęły z domów. </p>
<p><strong>@Flea (w sprawie tłumaczenia „Mustaphy”)</strong><br />
W oryginalnych kasetach były zwykle książeczki z tekstami; w pirackich, rzecz jasna, nie – a zatem długo musiałem czekać, aby poznać tekst „Mustaphy”, bo ze słuchu „coś nie wchodziło”.</p>
<p><strong>@Don Bernardino (w sprawie honoru KISS-ów)</strong><br />
Właśnie przeczytałem, że szykują nową płytę! A więc są niezniszczalni… Może rzeczywiście przesadziłem z tym porównaniem do Bee Gees <img src='http://don.camillo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><strong>@Kozia (w sprawie zaciętego aparatu)</strong><br />
Aparat, który nie dał się otworzyć… pół biedy. Gorsze były aparaty, które otwierały się zbyt łatwo. I wtedy promień słońca robił wszystkim zdjęciom wybielanie, lepiej niż Vanish jakiś. Ostatnio Kodak przestał produkować najsłynniejszy film Ektachrome. Myśmy nie mogli nawet o nim pomarzyć. Były polskie Fotony (czarnobiałe) i enerdowskie ORWO (i kolor, i slajdy). Orwowskie kolory też przeszły do historii fotografii – jako szczególny typ koloru.</p>
<p><strong>@Rrrrrr…. (i gra w zespole)</strong><br />
Bardzo chętnie (bym zagrał)! Były zespoły rockowe z fletem, to mógłby być i z cymbałkami.</p>
<p><strong>@ szysz (w sprawie Wish you were here)</strong><br />
Właśnie! Dlaczego nie „Wish you were here”? Z pewnością to jedno z moich ulubionych nagrań.</p>
<p><strong>@Kozia (w sprawie supermena z Boney M)</strong><br />
Dwie takie były grupy, które pakowały się całą gromadą na scenę, nie wiadomo, kto odpowiadał za śpiewanie, ważny był show: Boney M i Goombay Dance Band (ten od „Sun of Jamaica”). </p>
<p><strong>@przemek (w sprawie Dire Straits)</strong><br />
Coś się stało z Dire Straits – gdzieś się rozmyli, rozpłynęli. Niesłusznie, bo przecież mruczący Mark Knopfler (tłumaczył się, że on nie potrafi śpiewać, ale nikt inny nie chciał) i jego bardzo charakterystyczna gitara, stanowiły wyborną mieszankę. Ale Knopfler nie jest zainteresowany powrotem, a bez niego nie ma szans na powrót DS.</p>
<p><strong>@Przejścia Nie Ma (w sprawie Eddiego)</strong><br />
Niektóre książki, płyty i filmy są ponadczasowe. A inne nie. Trzeba je poznać w odpowiednim wieku. Dla dwunastolatka „Winnetou” będzie znakomitą przygodą, dla szesnastolatka – potworną, naiwną nudą. Z Iron Maiden jest trochę podobnie. Upiorny Eddie może fascynować nastolatków, starszych już chyba tylko śmieszy…</p>
<p><strong>@Przejścia Nie Ma (w sprawie Kamandy Pinka Flojda)</strong><br />
Urok Floydów polega też na tym, że przez ponad ćwierć wieku gdy nagrywali płyty (bo ich historia jest o kilka lat dłuższa), stworzyli wiele wybitnych płyt w rozmaitych stylach; niemal każda mogła by być „tą najważniejszą”. A jedynym nagraniem PF, którego nie lubię, to „Money”.</p>
<p><strong>@Bartek3713 (w sprawie Queen)</strong><br />
Oczywiście kusiło mnie, żeby dać Queen na szczycie, ale… w końcu się nie zdecydowałem. Oczywiście „Bohemian Rhapsody” może wygrać (i bardzo często wygrywa) rozmaite zestawienia na naj… piosenkę, ale gdzie inne… Moimi ulubionymi są i „Somebody to Love”, i „Prophet’s Song”, i „Innuendo”, i wiele innych. W związku z tym – na szczycie znaleźli się Beatelsi.</p>
<p><strong>@asia (w sprawie Michaela Jacksona)</strong><br />
De mortuis aut bene aut nihil - o zmarłych albo dobrze, albo wcale. Albo – w innej wersji - De mortuis nihil nisi bene - o zmarłych - tylko dobrze. Pamiętajmy wiec Jacksona z jego płyt, teledysków, a nie z jego zachowań czy wypowiedzi.</p>
<p><strong>@Margot (w sprawie kontynuacji)</strong><br />
Myślałem o tym (znaczy o filmach…), ale to by było może już za dużo. Na pewno za tydzień będzie jeszcze jeden (najostatniejszy) odcinek „50 kaset…”. A potem? Zobaczymy…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://don.camillo.pl/index.php/archives/182/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Odcinek 50 i zarazem ostatni</title>
		<link>http://don.camillo.pl/index.php/archives/175</link>
		<comments>http://don.camillo.pl/index.php/archives/175#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Jul 2009 00:05:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>don Camillo</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Rockowe chóry]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://don.camillo.pl/?p=175</guid>
		<description><![CDATA[Child In Time; a może Epitaph z dworu karmazynowego króla; Parents zespołu Budgie, bardziej popularnego w Polsce niż gdzie indziej; albo na ostro – Satisfaction; jeszcze ostrzej – For Those About To Rock (We Salute You); a może na słodko – Wuthering Heights; albo cukierkowo wręcz – Eternal Flame; Supper’s Ready – wracając do rocka; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Child In Time; a może Epitaph z dworu karmazynowego króla; Parents zespołu Budgie, bardziej popularnego w Polsce niż gdzie indziej; albo na ostro – Satisfaction; jeszcze ostrzej – For Those About To Rock (We Salute You); a może na słodko – Wuthering Heights; albo cukierkowo wręcz – Eternal Flame; Supper’s Ready – wracając do rocka; Aqualung, a może całopłytowy Thick As A Brick; Prophet’s Song, bardzo słusznie wywołany w komentarzach do jednego z odcinków; One lub The Unforgettable Fire Irlandczyków, o których w ogóle nie napisałem; Every Breath You Take policjantów; Brothers In Arms; a może Let’s Dance; Wish You Were Here lub Comfortably Numb; Hey Joe albo lepiej All Along The Watchtower; Nights In White Satin; Close To The Edge zespołu, który jest na tak; Ballroom Blitz, trochę z sentymentu; Turn Turn Turn, bo uwielbiam muzykę dzieci-kwiatów; Avalon; Golden Brown; Leyla – jak mogłem zapomnieć, a może Tears In Heaven, przy którym to utworze zawsze płaczę; My Generation;  Tom Traubert&#8217;s Blues znany lepiej jako Waltzing Mathilde; In A Gadda Da Vida;Born In The USA; Paint It Black – STOP! O tych piosenkach już nie napiszę, chociaż są wspaniałe, genialne i wyjątkowe. Każda z nich mogłaby być moją ulubioną.</p>
<p>Ale – jak wiadomo: matka jest tylko jedna*. Dlatego – dziękując wszystkim, którzy towarzyszyli mi w mojej podróży od początku (jak też tym, którzy trafili tu przypadkiem przedwczoraj), kończąc tę opowieść, prezentuję tu moją naj.<br />
Oto i ona.</p>
<p><object width="425" height="344"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/bBJj10rYmdg&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/bBJj10rYmdg&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object></p>
<p><strong>Do kosza idzie ostatnia kaseta: The Beatles “Sgt. Pepper&#8217;s Lonely Hearts Club Band”</strong></p>
<p>Czarny worek z kasetami ląduje pośród innych czarnych worków, wszystkie czarne worki lądują na starym żuku, a razem za nim jadą na wysypisko. Koniec.</p>
<p><strong>EPILOG</strong></p>
<p>Do nowego domu kupiłem najtańszą bodaj miniwieżę. Dvd-mp3-wejście na iPoda-inne bajery a ogólnie dźwięk jak z beczki. Gdzie jesteście moje Altusy, na które wpadłem w 1983 przypadkowo w chwili dostawy do sklepu? Wysokie tony aż piszczały (przynajmniej od czasu uzbrojenia magnetofonu w węgierską głowicę – patrz odcinek „Mind Games i węgierska głowica”). A teraz – nowoczesność w domu i zagrodzie, ale jakieś to małe i ogólnie plastikowe. Trudno taką wieżę polubić. Na górnej obudowie ma jeszcze jakieś brzydkie kropki. Chodziłem wokół paskudztwa parę razy, wreszcie postanowiłem je zdrapać. Nacisnąłem palcem, a tu cała góra odskakuje i moim oczom ukazuje się… no nie zgadniecie, a może już zgadliście… magnetofon kasetowy.</p>
<p>* - jeśli ktoś nie wie dlaczego, cytuję w całości: „Dzieci w szkole miały napisać wypracowanie na temat: Matka jest tylko jedna. Jasiu napisał: Wczoraj w domu była mała impreza. W pewnej chwili moja mama poprosiła siostrę, aby przyniosła dwie flaszki wódki z kuchni. Po chwili usłyszeliśmy zza ściany: - Matka, jest tylko jedna!!!”</p>
<p><strong>A OTO I WYNIKI KONKURSU</strong></p>
<p>Niestety nikt nie zgadł. W związku z tym wyciągam z szuflady regulamin i ogłaszam, co następuje (nie pisałem nic o regulaminie? wszyscy tak robią; zwróćcie uwagę przy podpisywaniu jakiejś umowy ubezpieczenia na przykład - na końcu jest maleńkim drukiem paragraf: &#8220;oświadczam, że są mi znane ogólne warunki ubezpieczenia&#8221;; ktoś z Was je widział na oczy?):<br />
1. w przypadku gdy nikt nie zgadł tytułu utworu, wygrywa ten, kto zgadł tytuł płyty.<br />
2. w przypadku gdy nikt nie zgadł tytułu płyty, wygrywa ten, kto zgadł nazwę zespołu.<br />
3. w przypadku gdy więcej niż jedna osoba zgadła, wygrywa ten, kto zgadł wcześniej.<br />
4. zastrzega się możliwe zmiany w regulaminie.</p>
<p>A zatem&#8230;<br />
Zwycięzcą konkursu jest <strong>Bartek3713</strong>.<br />
Drugie miejsce zajmuje <strong>Margot</strong>.<br />
Na trzecim miejscu (co to by było za podium dwumiejscowe) znalazł się <strong>Gregorio</strong>.<br />
Proszę całą trójkę o podanie mailem (don@camillo.pl) swoich adresów pocztowych, to wyślę nagrody.<br />
Gratuluje i dziękuję.</p>
<p><strong>KOMUNIKAT II</strong></p>
<p>To już co prawda koniec cyklu &#8220;50 kaset&#8221;, ale zajrzyjcie tu proszę, Mili Czytelnicy, za tydzień. Będę miał dla Was niespodziankę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://don.camillo.pl/index.php/archives/175/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Queen – Bohemian Rhapsody (oraz urok starych taśm video)</title>
		<link>http://don.camillo.pl/index.php/archives/173</link>
		<comments>http://don.camillo.pl/index.php/archives/173#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Jul 2009 05:55:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>don Camillo</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Rockowe chóry]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://don.camillo.pl/?p=173</guid>
		<description><![CDATA[Do kosza leci kaseta: Queen „A Night At The Opera”

Nie było prosto wydać tę piosenkę na singlu - wytwórnia płytowa uważała, że utwór trwający 6 minut jest zbyt długi, by móc zostać hitem. Pete Brown, menedżer Queen, powiedział, że starał się uświadomić Mercury&#8217;emu, iż firma EMI nie była zadowolona z wyboru utworu na singel. Brown [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Do kosza leci kaseta: Queen „A Night At The Opera”</strong></p>
<p><object width="425" height="344"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/irp8CNj9qBI&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/irp8CNj9qBI&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object></p>
<p>Nie było prosto wydać tę piosenkę na singlu - wytwórnia płytowa uważała, że utwór trwający 6 minut jest zbyt długi, by móc zostać hitem. Pete Brown, menedżer Queen, powiedział, że starał się uświadomić Mercury&#8217;emu, iż firma EMI nie była zadowolona z wyboru utworu na singel. Brown uważał, że może on okazać się porażką. Jakie radio zagra tak długi utwór?<br />
Co było później – doskonale wiadomo: 9 tygodni na szczycie brytyjskiej listy przebojów. Do dziś „Bohemian Rhapsody” króluje lub jest w ścisłej czołówce w rozmaitych zestawieniach (w rozmaitych krajach) – a to na najlepszy singiel, najlepszą piosenkę nadawaną w radio, najlepszy utwór, ulubiony utwór, itd.</p>
<p>***<br />
Nie było łatwo nagrać tę piosenkę – w czasach przedkomputerowych. Nagrano blisko 200 ścieżek dźwiękowych – na magnetofon 24-śladowy, co oznaczało nagrywanie-miksowanie-dogrywanie-miksowanie i tak w koło Macieju. Ponoć taśmy pod koniec nagrań były już niemal przezroczyste.</p>
<p>***<br />
Do „Bohemian Rhapsody” nakręcono pierwszy w historii teledysk. Cytuję to zdanie, chociaż nie do końca rozumiem. Przecież filmy promocyjne do piosenek kręcono już wcześniej. Może pierwszeństwo „Bohemian Rhapsody” należy rozumieć tak – pierwszy promocyjny film do piosenki nakręcony i zmontowany na taśmie wideo przez znany zespół.<br />
MTV miała dopiero ruszyć kilka lat później (w 1981), ale kręcenie teledysków spodobało się i zespołom, i widzom. Symbolem zmian stała się piosenka zespołu The Buggles - &#8220;Video Killed The Radio Star&#8221;.</p>
<p>***<br />
Czy warto wspominać kasety wideo? O, na pewno! Na przełomie lat 80 i 90 wideo w Polsce dokonało prawdziwej rewolucji kulturalnej. Jeszcze w latach 80. magnetowid był dobrem rzadkim i bardzo drogim. Kasety z filmami też były trudno dostępne. Jednak pod koniec dekady wszystko się zmieniło. Magnetowid trafił pod strzechy, a o zaopatrzenie w filmy zadbały pojawiające się jak grzyby po deszczu wypożyczalnie kaset. Oczywiście wszystkie te kasety były kopiowane (czyli pirackie); nie wiem zresztą czy pod koniec lat 80. była w ogóle możliwość kupna legalnej kasety z licencją do wypożyczania.<br />
Korzystałem  wówczas z wypożyczalni prowadzonej przez emerytowanego aktora, który do mieszkania wstawił kilka regałów z filmami. Na kasecie nagrane były dwa filmy, zwykle rożne w stylu – komedia z kryminałem, wojenny z romansem, etc. </p>
<p>***<br />
Dziś, żeby wypożyczyć film, nie trzeba wstawać sprzed telewizora – wystarczy machnąć pilotem (i portfelem). Kiedyś trzeba było spotkać się z żywym człowiekiem, co miało ten urok, że łączyło się z rozmową o filmach.</p>
<p>***<br />
Pewnego dnia usłyszałem przez domofon, że wypożyczalnia już nie działa. Okazało się, iż ktoś nasłał kontrolę (może zadziałał nowopowstały wówczas ZPAV?) i właściciel, nie mając możliwości finansowych by przestawić się na legalne tory, zmuszony został z dnia na dzień zamknąć działalność.</p>
<p>Był to czas, gdy jedna za drugą wybuchały w Polsce wielkie afery: Art-B, FOZZ, alkoholowa. Wymiar sprawiedliwości dziwnie nierychliwie zabierał się do ścigania winnych.<br />
Dużo łatwiej bowiem postraszyć emeryta niż polityka. (Co piszę w czasie, gdy głośno zrobił się o sprawie, w której urząd skarbowy zrobił prowokację, dzięki której wykrył, że pewna emerytka prowadząca kiosk oszukała skarb państwa na 3 grosze; gratulacje!) </p>
<p>***<br />
Worki z kasetami wideo wyrzuciłem wcześniej niż kasety audio.</p>
<p>PS. Dzisiejszy odcinek jest 49. częścią cyklu „50 kaset…”. W najbliższą niedzielę – część ostatnia. Przypominam o <a href="http://don.camillo.pl/index.php/archives/106">KONKURSIE</a> – głosować można do soboty do 23:59.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://don.camillo.pl/index.php/archives/173/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Pożegnanie MJ</title>
		<link>http://don.camillo.pl/index.php/archives/170</link>
		<comments>http://don.camillo.pl/index.php/archives/170#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Jun 2009 06:20:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>don Camillo</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[bez przydziału]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://don.camillo.pl/?p=170</guid>
		<description><![CDATA[Obiecałem sobie kiedyś, że już nigdy nie będę słuchać Michaela Jacksona. Było to wtedy, gdy pojawiły się wobec niego oskarżenia o pedofilię. Bo co innego ekscentryczny gwiazdor – niech sobie wybiela skórę, operuje nos pięćdziesiąt razy, a co innego wstrętny zboczeniec, wykorzystujący swoją pozycję i majątek.
Jacksona, mimo długiego procesu, w końcu nie skazano, ale nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Obiecałem sobie kiedyś, że już nigdy nie będę słuchać Michaela Jacksona. Było to wtedy, gdy pojawiły się wobec niego oskarżenia o pedofilię. Bo co innego ekscentryczny gwiazdor – niech sobie wybiela skórę, operuje nos pięćdziesiąt razy, a co innego wstrętny zboczeniec, wykorzystujący swoją pozycję i majątek.<br />
Jacksona, mimo długiego procesu, w końcu nie skazano, ale nie jest to ostateczny dowód niewinności (przypomnijmy proces OJ Simpsona, w którym ten, dzięki najzręczniejszym prawnikom, wyłgał się od ewidentnego morderstwa). Sprawiedliwość potrafi dziwnie przymykać oczy, kiedy ma przed sobą milionerów.<br />
Teraz Michael Jackson umarł – i wypada spojrzeć na niego z innej strony. Jego śmierć budzi skojarzenia z końcem życia poprzedniego „króla muzyki” – Presleya, który także umierał otoczony tłumem dziwnych ludzi, przyssanych do niego jak pijawki – i pewnie głęboko nieszczęśliwy. Różnica jest taka, że Jackson miał złamane życie już od wczesnego dzieciństwa. Maltretowany przez ojca, który chciał ze swoich dzieci zrobić gwiazdy (swoją drogą nie pomylił się), potem już nie miał normalnego życia. </p>
<p>***<br />
Miał niebawem wrócić na scenę. Bilety na 50 koncertów wykupiono na pniu. Ale osobisty lekarz dał mu prawdopodobnie o jeden zastrzyk przeciwbólowy za dużo i tak skończyła się era „króla popu”.</p>
<p>***<br />
Spróbujmy zobaczyć Jacksona takiego, jakim być może chciał być zawsze – radosnego dzieciaka, uwielbiającego tańczyć i śpiewać. Takim warto go zapamiętać.</p>
<p><object width="425" height="344"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/C4VCUbL7jsc&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/C4VCUbL7jsc&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://don.camillo.pl/index.php/archives/170/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Led Zeppelin – Kashmir (oraz o prawie Kopernika i fajkach za bony)</title>
		<link>http://don.camillo.pl/index.php/archives/168</link>
		<comments>http://don.camillo.pl/index.php/archives/168#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Jun 2009 06:01:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>don Camillo</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Rockowe chóry]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://don.camillo.pl/?p=168</guid>
		<description><![CDATA[Do kosza leci kaseta: Led Zeppelin „Physical Graffiti”

Nie powiem, żebym się specjalnie do geografii przykładał, ale jak czytam, że tekst utworu powstał w wyniku podróży Roberta Planta po Saharze, to wydaje mi się, że Plant na lekcjach nieco przysypiał. Gdzie Rzym, gdzie Krym? Z drugiej strony w utworze pobrzmiewają echa i muzyki wschodniej, i właśnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Do kosza leci kaseta: Led Zeppelin „Physical Graffiti”</strong></p>
<p><object width="425" height="344"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/YhrghRDkRTc&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/YhrghRDkRTc&#038;hl=pl&#038;fs=1&#038;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object></p>
<p>Nie powiem, żebym się specjalnie do geografii przykładał, ale jak czytam, że tekst utworu powstał w wyniku podróży Roberta Planta po Saharze, to wydaje mi się, że Plant na lekcjach nieco przysypiał. Gdzie Rzym, gdzie Krym? Z drugiej strony w utworze pobrzmiewają echa i muzyki wschodniej, i właśnie marokańskiej (bo to Maroko w 1973 r. właśnie zaszczycił Plant swoją roboczą wizytą). Mało tego, na płycie „No Quarter: Jimmy Page and Robert Plant Unledded” z 1994 r. „Kashmir” jest wykonywany z towarzyszeniem orkiestry grającej tradycyjną muzykę marokańską.<br />
 „Kashmir” jest dla mnie jednym z najwspanialszych utworów rockowych. Przeszło 8 minut muzyki, ale przecież nikomu się nie śpieszy. Teraz nikt by go pewnie w komercyjnym radio nie zagrał, wówczas (w 1975 roku) też pewnie nie było to proste. </p>
<p>* * *<br />
Na czym polega prawo Kopernika? Zwane zwykle prawem Kopernika-Greshama, ale w ojczyźnie Greshama Kopernik znika, więc dla niniejszych rozważań zniknijmy Greshama.<br />
Prawo Kopernika w uproszczeniu głosi, że „gorszy pieniądz wypiera lepszy”. Uczyłem się o tym na studiach, gdzie wciskano nam różne ciemnoty (jednym z przedmiotów była np. ekonomia polityczna), ale w tym przypadku nie było kłopotów z praktyczną egzemplifikacją nauki Kopernika. Kto miał dolary, był gość; kto miał „bilety NBP” (bo wówczas owe papierki nie nazywały się nawet banknotami), ten starał się ich jak najszybciej pozbyć.</p>
<p>* * *<br />
Jak to się ma do Led Zep i „Kashmiru”?<br />
Zdaję sobie sprawę, że ściąganie muzyki z sieci, przechowywanie tysięcy empetrójek na ipodach i innych wynalazkach jest praktyczne i wygodne. Ale… Obcowanie z winylową płytą było czymś niepowtarzalnym. Okładka była często dziełem sztuki, a inwencja grafików sięgała też i samych kopert na płyty. Podwójny album „Physical Graffiti” ze zdjęciem czynszowej kamienicy w Nowym Jorku, innym na zewnętrznej stronie, innym w środku i jeszcze innym na kopertach z płytami – był gratką dla konesera.<br />
Oczywiście przeszło dwadzieścia lat temu koneserem nie byłem – z przyczyn zasadniczych czyli finansowych i musiałem  zadowolić się kasetą. A kaseta, tak jak później płyta CD, dawała raczej wyobrażenie o oryginalnej okładce. (Co ciekawe, winyle nie wymarły całkiem, jak kasety; powiem więcej, wydaje się, że czeka je lepsza przyszłość niż płyty CD, bo CD schodzą już bezpowrotnie ze sceny, a winyle znalazły swoją niszę – audiofilów i koneserów).<br />
Do przeszłości odejdzie zapewne słowo „płytoteka”, które oznacza(ło) kolekcję płyt. Teraz muzyka traci swój wymiar materialny, można mieć 500 płyt zgranych na nieduży dysk, można mieć kolekcję nagrań ulokowanych w ogóle gdzieś w Sieci – czyli w nieznanym miejscu świata.</p>
<p>* * *<br />
Po szkole szliśmy zwykle zapalić. Nieważne czy ktoś palił naprawdę czy tylko się krztusił. Papierosy to była dorosłość. W PRL-u jednak ze wszystkim były kłopoty. W kioskach były wietnamskie papierosy Kim (a może koreańskie? od Kim Ir Sena), polskie Sporty (bez filtra), Piasty (z filtrem) – wszystkie ohydne w smaku. Carmeny, Caro, Wiarusy, Kapitańskie – dużo lepsze, były trudne do upolowania.<br />
Natomiast w Peweksie był papierosowy raj. Dostępne były zachodnie marki – tyle, że za dolary (albo bony).<br />
Paczka zachodnich papierosów kosztowała – nie pamiętam – 5 centów? 10? A może 20? Tak czy owak, jak na dzisiejsze ceny absurdalnie mało. Ale pamiętajmy, że po kursie czarnorynkowym średnia pensja wystarczała na zakup 30 dolarów. Zrobiliśmy zatem zrzutkę – aby wystarczyło na 20 centów i pojechaliśmy pod Pewex na Kasprowicza kupić… nie, nie papierosy – najpierw trzeba było kupić bony.<br />
Pod Peweksem zawsze stało kilku panów z rozbieganym wzrokiem oferujących skup-sprzedaż waluty. Zapytali się, co (a raczej ile) chcemy. Dwadzieścia? Dolarów, bonów? Nie, centów. A to chłopcy, s…lajcie.<br />
I tak, dzięki cinkciarzom, nie zostałem palaczem. </p>
<p>* * *<br />
John „Bonzo” Bonham znany był z muzycznego przekonania, że nadmiar jest najlepszy. Nie uważano go za wirtuoza (czy można być wirtuozem instrumentu bitego?), a raczej za najgłośniejszego perkusistę na świecie. Niestety, teorii nadmiaru Bonham hołdował również poza sceną. We wrześniu 1980 r. zmarł po całonocnej libacji; pozostali muzycy Led Zep nie wyobrażali sobie kontynuowania działalności zespołu bez niego.</p>
<p>PS. Przypominam o <a href="http://don.camillo.pl/index.php/archives/106">KONKURSIE</a>. Został już tylko tydzień do końca &#8220;50 kaset&#8221;!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://don.camillo.pl/index.php/archives/168/feed</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>

