Queen – Bohemian Rhapsody (oraz urok starych taśm video)
Do kosza leci kaseta: Queen „A Night At The Opera”
Nie było prosto wydać tę piosenkę na singlu - wytwórnia płytowa uważała, że utwór trwający 6 minut jest zbyt długi, by móc zostać hitem. Pete Brown, menedżer Queen, powiedział, że starał się uświadomić Mercury’emu, iż firma EMI nie była zadowolona z wyboru utworu na singel. Brown uważał, że może on okazać się porażką. Jakie radio zagra tak długi utwór?
Co było później – doskonale wiadomo: 9 tygodni na szczycie brytyjskiej listy przebojów. Do dziś „Bohemian Rhapsody” króluje lub jest w ścisłej czołówce w rozmaitych zestawieniach (w rozmaitych krajach) – a to na najlepszy singiel, najlepszą piosenkę nadawaną w radio, najlepszy utwór, ulubiony utwór, itd.
***
Nie było łatwo nagrać tę piosenkę – w czasach przedkomputerowych. Nagrano blisko 200 ścieżek dźwiękowych – na magnetofon 24-śladowy, co oznaczało nagrywanie-miksowanie-dogrywanie-miksowanie i tak w koło Macieju. Ponoć taśmy pod koniec nagrań były już niemal przezroczyste.
***
Do „Bohemian Rhapsody” nakręcono pierwszy w historii teledysk. Cytuję to zdanie, chociaż nie do końca rozumiem. Przecież filmy promocyjne do piosenek kręcono już wcześniej. Może pierwszeństwo „Bohemian Rhapsody” należy rozumieć tak – pierwszy promocyjny film do piosenki nakręcony i zmontowany na taśmie wideo przez znany zespół.
MTV miała dopiero ruszyć kilka lat później (w 1981), ale kręcenie teledysków spodobało się i zespołom, i widzom. Symbolem zmian stała się piosenka zespołu The Buggles - “Video Killed The Radio Star”.
***
Czy warto wspominać kasety wideo? O, na pewno! Na przełomie lat 80 i 90 wideo w Polsce dokonało prawdziwej rewolucji kulturalnej. Jeszcze w latach 80. magnetowid był dobrem rzadkim i bardzo drogim. Kasety z filmami też były trudno dostępne. Jednak pod koniec dekady wszystko się zmieniło. Magnetowid trafił pod strzechy, a o zaopatrzenie w filmy zadbały pojawiające się jak grzyby po deszczu wypożyczalnie kaset. Oczywiście wszystkie te kasety były kopiowane (czyli pirackie); nie wiem zresztą czy pod koniec lat 80. była w ogóle możliwość kupna legalnej kasety z licencją do wypożyczania.
Korzystałem wówczas z wypożyczalni prowadzonej przez emerytowanego aktora, który do mieszkania wstawił kilka regałów z filmami. Na kasecie nagrane były dwa filmy, zwykle rożne w stylu – komedia z kryminałem, wojenny z romansem, etc.
***
Dziś, żeby wypożyczyć film, nie trzeba wstawać sprzed telewizora – wystarczy machnąć pilotem (i portfelem). Kiedyś trzeba było spotkać się z żywym człowiekiem, co miało ten urok, że łączyło się z rozmową o filmach.
***
Pewnego dnia usłyszałem przez domofon, że wypożyczalnia już nie działa. Okazało się, iż ktoś nasłał kontrolę (może zadziałał nowopowstały wówczas ZPAV?) i właściciel, nie mając możliwości finansowych by przestawić się na legalne tory, zmuszony został z dnia na dzień zamknąć działalność.
Był to czas, gdy jedna za drugą wybuchały w Polsce wielkie afery: Art-B, FOZZ, alkoholowa. Wymiar sprawiedliwości dziwnie nierychliwie zabierał się do ścigania winnych.
Dużo łatwiej bowiem postraszyć emeryta niż polityka. (Co piszę w czasie, gdy głośno zrobił się o sprawie, w której urząd skarbowy zrobił prowokację, dzięki której wykrył, że pewna emerytka prowadząca kiosk oszukała skarb państwa na 3 grosze; gratulacje!)
***
Worki z kasetami wideo wyrzuciłem wcześniej niż kasety audio.
PS. Dzisiejszy odcinek jest 49. częścią cyklu „50 kaset…”. W najbliższą niedzielę – część ostatnia. Przypominam o KONKURSIE – głosować można do soboty do 23:59.
Cóż, po tym odcinku nie mam już pojęcia co może być ostatnie. Gdybym był na miejscu autora, byłbym w stanie wrzucić Queen w dwóch ostatnich odcinkach, ale jakoś nie wierzę, by tak się stało…
W sumie to nie było nic King Crimson, ale kaseta King Crimson…? Jeśli już, to pewnie In the Court of the Crimson King, a tam mamy przecież i tytułowy utwór, ale także 21st Century Schizoid Man i przepiękne Epitaph - to utwory, które spokojnie mogą być tymi ulubionymi. 

W sumie to szkoda, że nie doczekaliśmy się żadnej podpowiedzi, muzyki, z której można by wybierać jest naprawdę wiele, a dla każdego tą wyjątkową może być coś innego
Hmmm, a może Beatlesi? Nawet jeśli, to z ich muzyki można by wybierać bez końca… Chociaż taka Lucy, albo Truskawkowe Pola…
No tak, trudny orzech do zgryzienia Don Camillo,który utwór może być tym najlepszym z najlepszych.Ja również z sentymentem spoglądam na górę kaset z którymi przy najbliższym remoncie będę musiała się rozstać…nie ukrywam,że z bólem serca. :(( Wiele utworów brałam pod uwagę myśląc o konkursie m.in. Satisfaction Rolling Stones, What A Wonderful World Louis Armstronga,a może Yesterday Beatlesów jest tym number one? Ostatecznie jednak optuję za Pink Floyd - Wish You Were Here.
Pozdrawiam ciepło w muzycznym nastroju. :))
Nie ułatwiłes zadania czytelnikom. Nie było żadnego “koła ratunkowego”, ani podpowiedzi. W zasadzie wszystkie moje typy już padły. Był Queen, Beatlesi z Yesterday Stonesi z Satisfaction. Ale spróbuję jeszcze raz klasyki. Może to Get back lub Come together. A na koniec mój osobisty typ - muzyka z wykopem - Whole lotta love Led Zeppelin. Czekam niecierpliwie na “rozwiązanie”.