Led Zeppelin – Kashmir (oraz o prawie Kopernika i fajkach za bony)
Do kosza leci kaseta: Led Zeppelin „Physical Graffiti”
Nie powiem, żebym się specjalnie do geografii przykładał, ale jak czytam, że tekst utworu powstał w wyniku podróży Roberta Planta po Saharze, to wydaje mi się, że Plant na lekcjach nieco przysypiał. Gdzie Rzym, gdzie Krym? Z drugiej strony w utworze pobrzmiewają echa i muzyki wschodniej, i właśnie marokańskiej (bo to Maroko w 1973 r. właśnie zaszczycił Plant swoją roboczą wizytą). Mało tego, na płycie „No Quarter: Jimmy Page and Robert Plant Unledded” z 1994 r. „Kashmir” jest wykonywany z towarzyszeniem orkiestry grającej tradycyjną muzykę marokańską.
„Kashmir” jest dla mnie jednym z najwspanialszych utworów rockowych. Przeszło 8 minut muzyki, ale przecież nikomu się nie śpieszy. Teraz nikt by go pewnie w komercyjnym radio nie zagrał, wówczas (w 1975 roku) też pewnie nie było to proste.
* * *
Na czym polega prawo Kopernika? Zwane zwykle prawem Kopernika-Greshama, ale w ojczyźnie Greshama Kopernik znika, więc dla niniejszych rozważań zniknijmy Greshama.
Prawo Kopernika w uproszczeniu głosi, że „gorszy pieniądz wypiera lepszy”. Uczyłem się o tym na studiach, gdzie wciskano nam różne ciemnoty (jednym z przedmiotów była np. ekonomia polityczna), ale w tym przypadku nie było kłopotów z praktyczną egzemplifikacją nauki Kopernika. Kto miał dolary, był gość; kto miał „bilety NBP” (bo wówczas owe papierki nie nazywały się nawet banknotami), ten starał się ich jak najszybciej pozbyć.
* * *
Jak to się ma do Led Zep i „Kashmiru”?
Zdaję sobie sprawę, że ściąganie muzyki z sieci, przechowywanie tysięcy empetrójek na ipodach i innych wynalazkach jest praktyczne i wygodne. Ale… Obcowanie z winylową płytą było czymś niepowtarzalnym. Okładka była często dziełem sztuki, a inwencja grafików sięgała też i samych kopert na płyty. Podwójny album „Physical Graffiti” ze zdjęciem czynszowej kamienicy w Nowym Jorku, innym na zewnętrznej stronie, innym w środku i jeszcze innym na kopertach z płytami – był gratką dla konesera.
Oczywiście przeszło dwadzieścia lat temu koneserem nie byłem – z przyczyn zasadniczych czyli finansowych i musiałem zadowolić się kasetą. A kaseta, tak jak później płyta CD, dawała raczej wyobrażenie o oryginalnej okładce. (Co ciekawe, winyle nie wymarły całkiem, jak kasety; powiem więcej, wydaje się, że czeka je lepsza przyszłość niż płyty CD, bo CD schodzą już bezpowrotnie ze sceny, a winyle znalazły swoją niszę – audiofilów i koneserów).
Do przeszłości odejdzie zapewne słowo „płytoteka”, które oznacza(ło) kolekcję płyt. Teraz muzyka traci swój wymiar materialny, można mieć 500 płyt zgranych na nieduży dysk, można mieć kolekcję nagrań ulokowanych w ogóle gdzieś w Sieci – czyli w nieznanym miejscu świata.
* * *
Po szkole szliśmy zwykle zapalić. Nieważne czy ktoś palił naprawdę czy tylko się krztusił. Papierosy to była dorosłość. W PRL-u jednak ze wszystkim były kłopoty. W kioskach były wietnamskie papierosy Kim (a może koreańskie? od Kim Ir Sena), polskie Sporty (bez filtra), Piasty (z filtrem) – wszystkie ohydne w smaku. Carmeny, Caro, Wiarusy, Kapitańskie – dużo lepsze, były trudne do upolowania.
Natomiast w Peweksie był papierosowy raj. Dostępne były zachodnie marki – tyle, że za dolary (albo bony).
Paczka zachodnich papierosów kosztowała – nie pamiętam – 5 centów? 10? A może 20? Tak czy owak, jak na dzisiejsze ceny absurdalnie mało. Ale pamiętajmy, że po kursie czarnorynkowym średnia pensja wystarczała na zakup 30 dolarów. Zrobiliśmy zatem zrzutkę – aby wystarczyło na 20 centów i pojechaliśmy pod Pewex na Kasprowicza kupić… nie, nie papierosy – najpierw trzeba było kupić bony.
Pod Peweksem zawsze stało kilku panów z rozbieganym wzrokiem oferujących skup-sprzedaż waluty. Zapytali się, co (a raczej ile) chcemy. Dwadzieścia? Dolarów, bonów? Nie, centów. A to chłopcy, s…lajcie.
I tak, dzięki cinkciarzom, nie zostałem palaczem.
* * *
John „Bonzo” Bonham znany był z muzycznego przekonania, że nadmiar jest najlepszy. Nie uważano go za wirtuoza (czy można być wirtuozem instrumentu bitego?), a raczej za najgłośniejszego perkusistę na świecie. Niestety, teorii nadmiaru Bonham hołdował również poza sceną. We wrześniu 1980 r. zmarł po całonocnej libacji; pozostali muzycy Led Zep nie wyobrażali sobie kontynuowania działalności zespołu bez niego.
PS. Przypominam o KONKURSIE. Został już tylko tydzień do końca “50 kaset”!