Pink Floyd - Atom Heart Mother (i mój romans z muzyką poważną)
Do kosza idzie kaseta: Pink Floyd „Atom Heart Mother”
Jaką książkę zabralibyście na bezludną wyspę? Pewnie większość odpowiedzi wskazywałaby na Biblię (jak trwoga, to do Boga), niektórzy pewnie jakąś wielką sagę (bo na bezludnej wyspie jest bardzo dużo wolnego czasu); na pewno też znalazłaby się garść aktywnych, którzy wybraliby „Podręcznik budowy łodzi”*.
A jeśli piosenkę – tylko jedną? Taką, która się nigdy nie znudzi? Dla mnie wybór jest prosty – moją piosenką na bezludną wyspę byłaby „Atom Heart Mother”.
* * *
Historia Pink Floyd zaczęła się od Syda Baretta i psychodelii. Potem Barett wziął zakręt w stronę psychodelików i odpadł od zespołu. Bez niego powstała „Ummagumma” – płyta, która pod koniec lat 60. przyniosła zespołowi zasłużoną sławę grupy arcyciekawej ale trudnej w odbiorze. Był ponoć projekt zaproszenia Floydów na Warszawką Jesień. Gdyby do tego doszło, może „Atom Heart Mother” zabrzmiałoby obok „Pasji wg św. Łukasza” Pendereckiego czy „Muzyki żałobnej” Lutosławskiego? Floydzi byli wówczas na rozdrożu. Może odeszliby od rocka i poświęcili się muzyce poważnej? Na szczęście (i dla zespołu, i dla muzyki poważnej), to tylko spekulacje. Wydany w 1970 r. „Atom Heart Mother” był sukcesem i artystycznym, i komercyjnym – to pierwszy album zespołu, który trafił na szczyt brytyjskiej listy przebojów.
Co dziwne, z perspektywy lat muzycy oceniali płytę niezbyt przychylnie. „Gilmour nazwał ją stekiem bzdur, zaś Waters stwierdził, że nie miałby nic przeciwko, gdyby płytę wyrzucono do kosza i nikt jej nigdy więcej nie słuchał”. Kurczę! Chyba się faceci nie znają na muzyce!
* * *
Jak pewnie każdy miłośnik rocka miewałem chwile wstydu, że nie słucham muzyki poważnej. To znaczy prawdziwie poważnej, nie jakiegoś tam Mozarta, Beethovena czy Chopina (bo ich każdy słucha, nawet jak nie chce**). Kupiłem w sklepie płytę jakiegoś kompozytora współczesnego, nastawiłem gramofon i słuchałem. Pierwsze przesłuchanie – raczej mnie nie poruszyło, ale bez paniki, trudno, żeby tak z marszu mi się spodobało, liczyłem się przecież z trudnościami. Drugie przesłuchanie już lepsze, przy trzecim (szło szybko, bo płyta dziwnie krótka) już coś zaskoczyło. Nie poddawałem się. Przy piątym odtworzeniu uznałem, że to już. Już – czyli stałem się miłośnikiem muzyki poważnej. Zdjąłem płytę z gramofonu. Wtedy zobaczyłem, że po poprzedniej płycie (jakimś singlu) nie zmieniłem obrotów z 45 na 33 (bo płyty długogrające odtwarzało się na wolniejszych obrotach). Wyjaśniła się tajemnica długości (krótkości) mojej „poważnej” płyty.
Więcej jej już nie słuchałem.
* * *
Tytułowy utwór z płyty „Atom Heart Mother” tak zachwycił Stanleya Kubricka, że ten chciał go wykorzystać w filmie „Mechaniczna pomarańcza”. Zespół się nie zgodził (choć Kubrick przemycił płytę do filmu; w jednej ze scen okładka z krową pojawia się na półkach sklepu płytowego).
A właśnie dlaczego krowa na okładce? Jakie to głębokie przemyślenia towarzyszyły muzykom? Otóż – ponoć – fotograf dostał zlecenie, aby pojechać na wieś i sfotografować to, co mu pierwsze rzuci się w oczy. Pierwsza była krowa holenderka*** i ona to trafiła na okładkę.
A skoro pytamy o okładkę, to czy nie warto by spytać o tytuł?
Też jest dziełem przypadku. Waters przeczytał w “The Evening Standard” artykuł “Atom Heart Mother Named” (o kobiecie w ciąży, której wszczepiono rozrusznik serca).
PS. Po latach, Roger Waters chciał do swojej płyty „Amused to Death” wsamplować fragment ścieżki dźwiękowej z „Odysei kosmicznej 2001” Kubricka. Kubricka okazał się pamiętliwy… i się nie zgodził. Co prawda nie rozumiem dlaczego miał się zgadzać, skoro słynny motyw z filmu jest autorstwa Ryszarda Straussa…
PPS. Przypominam o KONKURSIE. Zostało już tylko 9 dni!
* - Swoją drogą – czy „Podręcznik budowy łodzi” byłby przydatny na bezludnej wyspie? Przecież pierwszy rozdział takiej książki niechybnie poświęcony jest kompletowaniu narzędzi i warsztatu. (Chyba że na bezludnej wyspie mamy telefon satelitarny i zamówimy potrzebne rzeczy firmą kurierską – na bezludne wyspy lata, jeśli dobrze pamiętam, FedEx, z Tomem Hanksem jako kurierem).
** - np. taki Handel reklamuje Ligę Mistrzów, a Beethoven Unię Europejską.
*** - dokładniej: krowa holsztyno-fryzyjska.