Rolling Stones - Start Me Up (oraz o tym jak broniłem Ziemi przed kosmitami)
Do kosza leci kaseta: Rolling Stones „Tatoo You”
Kto lubi kotlety mielone? Warto pamiętać, że w barach i restauracjach mają one nieoficjalną nazwę „przegląd tygodnia”. Bo przecież nic się nie może zmarnować (kto oglądał „Zaklęte rewiry”, ten wie).
Płyta „Tatoo You” to właśnie taki Stonsowski kotlet mielony. Zawiera kawałki niepodane na stół w latach 1972-1981 (!); czy taki kotlecik może być świeży?
Może, jeśli płyta zaczyna się takim kawałkiem jak „Start Me Up” (który skądinąd w pierwszej wersji, z roku 1975, jeszcze pod tytułem „Never Stop”, był utworem reggae).
Stonesi prowadzą swoją restaurację od 1962, czyli tylko patrzeć, jak będą obchodzić złote gody. Są niezniszczalni i – zawsze na topie.
* * *
W 1995 roku Microsoft kupił prawa do piosenki „Start Me Up”, żeby promować swój najnowszy produkt – Windows 95. Gates i spółka zapłacili ponoć Mickowi i spółce 14 (i sześć zer) dolarów. Wszystko po to, żeby wypromować nowatorskie rozwiązanie w nowych Windowsach – przycisk „Start”. Jeśli użytkownik chciał uruchomić cokolwiek, musiał zacząć od „Start”. Co prawda, jeśli chciało się zamknąć komputer, kończenie pracy także trzeba było zacząć od „Start”.
* * *
Ale gdy na początku lat 80. „Start Me Up” podbijało światowe listy przebojów, Bill Gates i jego firma w garażu, negocjował z IBM przygotowanie systemu operacyjnego dla nowopowstającego komputera. Komputer nazywał się IBM PC (od Personal Computer), a program – DOS. Ale kogo to wówczas interesowało?
Było to czas dynamicznej wędrówki komputerów pod strzechy. Były to: ZX Spectrum, Commodore C64 i Atari. Jeśli ktoś jeszcze ma takie cudeńko na szafie, to pokrywa je kilkucentymetrowa warstwa kurzu. Ale te wspomnienia!
* * *
Wiadomo, że komputer bez programów jest tylko żelazną skrzynką. Skąd bierze się programy? Teraz – najszybciej i najprościej – z Internetu. Ale w czasach przedinternetowych? Otóż – młodzi ludzie nie uwierzą – programy komputerowe były drukowane w gazetach. Należało taki program wpisać do pamięci komputera, uruchomić i – jeśli nie zgrało się owego programu na kasetę magnetofonową, przy kolejnym uruchomieniu trzeba było operację powtórzyć. Tak, kasety magnetofonowe zastępowały dyski, CD i dyskietki. Wczytywanie programu trwało kilka minut (i nie zawsze kończyło się powodzeniem). Nigdy nie zapomnę charakterystycznego dźwięku ładującego się do Spectruma programu…
* * *
Pamiętam, jak kiedyś siedzieliśmy w kilku, wstukując na zmianę jakiś bardzo długi program z francuskiej bodaj gazety dla informatycznych zapaleńców. Przed nami był ZX Spectrum+, wersja ulepszona słynnego komputera, mająca plastikową klawiaturę (a nie gumową).
Wstukaliśmy (co trwało parę godzin). Uruchamiamy. Nic. Przeglądamy na ekranie cały program, linijka po linijce. Znajdujemy jakieś błędy. Poprawiamy. Uruchamiamy. Na ekranie pojawiają się statki kosmiczne Obcych. Ale nie latają. Przeglądamy na ekranie cały program, linijka po linijce. Znajdujemy jakieś błędy. Poprawiamy. Uruchamiamy. Obcy latają, pojawiają się nasze (czyli Ziemian) czołgi i działa. Ale nie strzelają. Przeglądamy na ekranie cały program, linijka po linijce. Znajdujemy jakieś błędy. Poprawiamy. Uruchamiamy. Ktoś trąca wtyczkę do kontaktu. Game Over. Rozchodzimy się wściekli do domów.
* * *
Mniej więcej wówczas Amerykanie posłali sondę na Marsa. Sonda miała okrążyć planetę, zrobić zdjęcia i tak dalej, jak to sonda kosmiczna. Niestety któremuś z programistów obsunął się palec i w kodzie znalazł się dwukropek zamiast średnika, albo może kropka w miejsce przecinka. I sonda zamiast Marsa ominąć, trafiła go prosto w czoło. Game Over. NASA rozeszła się wściekła do domów.
kurcze, jednak na tle tej calej menazerii, ktora przewija sie na tym blogi, Stonesi wytrzymuja probe czasu. Bylem na ich ostatnim koncercie w Warszawie - zaczeli wlasnie od “start me up”. Mam tylko nadzieje ze chlopaki nie upomna sie ode mnie swoich zaiksów - “start me up” to rowniez dzwonek mojej komorki