Korespondencja
Dziś „50 kaset…” życie po życiu. Nowych odcinków – jak już zapowiadałem – nie będzie. Ale dzisiaj – odcinek, poświęcony zaległej korespondencji. Nie zawsze odpowiadałem na bieżąco . A zatem – teraz hurtem otwieramy skrzynkę i wysypują się listy.
@Kozia (w sprawie Eleni)
Dziękuję za pierwszy wpis! (z 4 stycznia) Jak widać z perspektywy czasu, Eleni nie było. Ani Maryli Rodowicz. Ani Elvisa Krawczyka, Anny Jantar czy Dzidki Sośnickiej. To nie moje czasy! Moje czasy to [„wtedy, gdy po ziemi chodziły dinozaury” – uważa moja córka]: rock lat 70 i 80; zespoły z drugiej połowy lat 80. i z lat 90. są już dla mnie „młode”.
@Roman (w sprawie kasety Tadka Niejadka z odklejającą się nalepką)
Pamiętam! Nie tę kasetę rzecz jasna (w ogóle, jakoś Ted Nugent mi umknął), ale problem. Czasem było odwrotnie – kasety nie miały nalepek; wtedy robiłem je sam. Najlepszą częścią było – po przyklejeniu literek z letrasetu – lakierowanie całości, żeby wyglądało całkiem profesjonalnie. Zabrałem mojej mamie lakier do włosów, opsikałem całą kasetę i… jak można się domyślać, lepiła się potem przez kilka dni.
@Gregorio (w sprawie magnetofonu)
Zawsze marzyłem o szpulowcu. Wiewióra miał Damę Pik, bajeczny magnetofon. Kiedy ruszały duże szpule… bajka! Gorzej może z wygodą, dlatego też szpulowce zniknęły z domów.
@Flea (w sprawie tłumaczenia „Mustaphy”)
W oryginalnych kasetach były zwykle książeczki z tekstami; w pirackich, rzecz jasna, nie – a zatem długo musiałem czekać, aby poznać tekst „Mustaphy”, bo ze słuchu „coś nie wchodziło”.
@Don Bernardino (w sprawie honoru KISS-ów)
Właśnie przeczytałem, że szykują nową płytę! A więc są niezniszczalni… Może rzeczywiście przesadziłem z tym porównaniem do Bee Gees
@Kozia (w sprawie zaciętego aparatu)
Aparat, który nie dał się otworzyć… pół biedy. Gorsze były aparaty, które otwierały się zbyt łatwo. I wtedy promień słońca robił wszystkim zdjęciom wybielanie, lepiej niż Vanish jakiś. Ostatnio Kodak przestał produkować najsłynniejszy film Ektachrome. Myśmy nie mogli nawet o nim pomarzyć. Były polskie Fotony (czarnobiałe) i enerdowskie ORWO (i kolor, i slajdy). Orwowskie kolory też przeszły do historii fotografii – jako szczególny typ koloru.
@Rrrrrr…. (i gra w zespole)
Bardzo chętnie (bym zagrał)! Były zespoły rockowe z fletem, to mógłby być i z cymbałkami.
@ szysz (w sprawie Wish you were here)
Właśnie! Dlaczego nie „Wish you were here”? Z pewnością to jedno z moich ulubionych nagrań.
@Kozia (w sprawie supermena z Boney M)
Dwie takie były grupy, które pakowały się całą gromadą na scenę, nie wiadomo, kto odpowiadał za śpiewanie, ważny był show: Boney M i Goombay Dance Band (ten od „Sun of Jamaica”).
@przemek (w sprawie Dire Straits)
Coś się stało z Dire Straits – gdzieś się rozmyli, rozpłynęli. Niesłusznie, bo przecież mruczący Mark Knopfler (tłumaczył się, że on nie potrafi śpiewać, ale nikt inny nie chciał) i jego bardzo charakterystyczna gitara, stanowiły wyborną mieszankę. Ale Knopfler nie jest zainteresowany powrotem, a bez niego nie ma szans na powrót DS.
@Przejścia Nie Ma (w sprawie Eddiego)
Niektóre książki, płyty i filmy są ponadczasowe. A inne nie. Trzeba je poznać w odpowiednim wieku. Dla dwunastolatka „Winnetou” będzie znakomitą przygodą, dla szesnastolatka – potworną, naiwną nudą. Z Iron Maiden jest trochę podobnie. Upiorny Eddie może fascynować nastolatków, starszych już chyba tylko śmieszy…
@Przejścia Nie Ma (w sprawie Kamandy Pinka Flojda)
Urok Floydów polega też na tym, że przez ponad ćwierć wieku gdy nagrywali płyty (bo ich historia jest o kilka lat dłuższa), stworzyli wiele wybitnych płyt w rozmaitych stylach; niemal każda mogła by być „tą najważniejszą”. A jedynym nagraniem PF, którego nie lubię, to „Money”.
@Bartek3713 (w sprawie Queen)
Oczywiście kusiło mnie, żeby dać Queen na szczycie, ale… w końcu się nie zdecydowałem. Oczywiście „Bohemian Rhapsody” może wygrać (i bardzo często wygrywa) rozmaite zestawienia na naj… piosenkę, ale gdzie inne… Moimi ulubionymi są i „Somebody to Love”, i „Prophet’s Song”, i „Innuendo”, i wiele innych. W związku z tym – na szczycie znaleźli się Beatelsi.
@asia (w sprawie Michaela Jacksona)
De mortuis aut bene aut nihil - o zmarłych albo dobrze, albo wcale. Albo – w innej wersji - De mortuis nihil nisi bene - o zmarłych - tylko dobrze. Pamiętajmy wiec Jacksona z jego płyt, teledysków, a nie z jego zachowań czy wypowiedzi.
@Margot (w sprawie kontynuacji)
Myślałem o tym (znaczy o filmach…), ale to by było może już za dużo. Na pewno za tydzień będzie jeszcze jeden (najostatniejszy) odcinek „50 kaset…”. A potem? Zobaczymy…